niedziela, 23 lipca 2017

Jak zrobić magnes? DIY z puszki:)

Witajcie:)
Dziś mam dla Was maleńkie DIY.
Czyli jak zrobić magnes na lodówkę wykorzystując to, co większość z nas ma w domu:)


Co potrzebujemy?

  1. okrągłą górę bądź spód puszki (u mnie w tej roli puszka po tuńczyku:)
  2. kawałek materiału
  3. magnes 
  4. tekturka
  5. klej na gorąco
  6. ozdoby (czyli wszystko to, co pragniecie umieścić na wierzchniej stronie:)

Jak to robimy?

Otwieramy puszkę (mój otwieracz pozostawia brzegi gładkie, więc nie ma problemu). Okrągłe elementy zostawiamy. Zawartość puszki zużywamy do wyższych celów (u mnie to był obiad;)



Wycinamy kawałek materiału. Troszkę większy niż pokrywka puszki. Klejem na gorąco przytwierdzamy materiał mając na uwadze, by go dobrze naciągnąć. Pamiętajcie, że klej jest cholernie gorący;)



Następnie - by zakryć nierówności i stworzyć stabilny tył - przyklejamy tekturkę a na nią magnesy.



Odwracamy na drugą stronę i dekorujemy tak, jak nas fantazja poniesie;)


Ja użyłam kwiatków mojej Kochanej Mamci i wydruków. Magnesy były dodatkiem do podziękowań dla wspaniałych pań z przedszkola mojego Mamelka:)


Paniom prezent się spodobał. A co Wy o tym myślicie?

Miłego dnia moi mili. Pa:)

środa, 19 lipca 2017

Garść radości z Mamelkowa:)

Witajcie:)

Jak sam tytuł wskazuje - mam dziś dla Ciebie, Drogi Czytelniku - garść radości z Mamelkowa!


Koleżanka/mama jednego ucznia z klasy Martusi mówiła mi, że jej synuś jest bardzo zakochany w Martusi. Do szaleństwa;) Podbiera jej biżuterię i zbiera ją do specjalnej szkatułki, by móc to później dać mojej córci. Kiedyś kupiła piękne sukienki dla trzyletnich córek swoich koleżanek. Ivo zobaczył te sukienki i mówi - "Mamo, dlaczego kupiłaś takie małe?!?! Przecież Marta jest duża i się w nie nie zmieści a one są takie piękne!" Uśmiechnęłam się. Przyszłam z pracy i zaczynam temat.
- Martusia, wiesz, że się podobasz Ivo.
Córcia jest zawstydzona. Pytam co się stało czy go lubi.
Cisza.
- Jest pewien problem, Mamusiu...
- Jaki? - pytam lekko zaskoczona.
- Ivo chce mieć dzidziusia a ja jeszcze nie jestem gotowa!

***
Do córci przyszła Wróżka Zębuszka. Radość wielka!!! Martusia sama wyrwała ząbek. Z namaszczeniem włożyłam ząbek do różowego woreczka a Mamelek umieścił go pod poduszką. Rano ku wielkiej uciesze - Zębuszkowa zostawiła dwie jedno funtowe monety. Ekscytacja wielka. Zaspany synuś schodzi do mnie do kuchni i mówi:
- Mamo, Wróżka Zębuszka przyniosła dwie monety! Wiem co możemy za to kupić?!?!
- ???
- Czekoladę i dżem!

***
Na czas wakacji nasz chórek kościelny ma wolne a co za tym idzie MąŻ siedzi z nami w ławce. Maluchy nie są do tego stanu rzeczy przyzwyczajone. Ja nie ukrywam im ciut pobłażam (ale tylko w ramach przyzwoitości i by móc coś w końcu zrozumieć z Mszy Świętej). Tata jest bardziej zasadniczy w tej kwestii. Marcela zaczyna już nosić i rozsadza go energia. Zaczyna mi wąchać łokieć. I w pewnym momencie pyta:
- Mogę Ci posłuchać żaby w brzuszku? - to taka nasza zabawa, którą i ja za dziecka praktykowałam. Przykładałam mojej Mamci głowę do brzucha i nasłuchiwałam. Każdy dźwięk to był dla mnie odgłos "żabek".
- Nie, nie teraz.
- A mogę Ci posłuchać CYCKI?

(Pan siedzący obok mnie złożył się w pół;)

***

To tyle na dziś:) Miłego dnia:)

czwartek, 13 lipca 2017

Karuzela / exploding hexagon carousel box:)

Witajcie:))
Wczoraj skończyłam mój ostatni większy projekt. Ufff. Został zatwierdzony i skończony, więc mogę Wam go pokazać:) Gotowi?!?!
Oto karuzela vintage :) Duuuża. Mój standardowy exploding box ma około 7 centymetrów a ta karuzela ma 16 centymetrów!!! Ile ja się nagimnastykowałam, by narysować odpowiednich rozmiarów sześcian:)) Brak cyrkla odczułam dotkliwie;)


Na tę kartkę natknęłam się przeglądając stronkę kobieceinspiracje.pl. Kliknęłam na zdjęcie i mym oczom ukazała się piękna kartka-karuzela TU. Ziarenko zostało zasiane:) Początkowo chciałam zrobić sobie taką karuzelę vintage jako dekorację do szklanego klosza. Zmieniłam zdanie, gdy koleżanka zapragnęła kartki na ślub swojego brata.

***
Każdy koń jest inaczej pomalowany. Ręcznie. W ruch poszły niezawodne kredki ołówkowe BAMBINO oraz kolorowe lakiery do paznokci:)))


Kartka, którą zobaczyłam była dla mnie inspiracją. Kształt i zamysł ten sam, ale wykonanie całkiem różne. Środek kartki jest moim autorskim projektem.




Każde skrzydełko, to osobne życzenie płynące prosto z serca. Mam nadzieję, że Nowożeńcy się do nich zastosują;)


Wszystkie kwiaty robiłam sama. Kupiłam gotowe pręciki i jest moc;) Do zrobienia karuzeli użyłam naklejek, maciupeńkich gumowych motylków oraz drewnianych i tekturowych elementów.

To tyle na dziś:) Co sądzicie o takich kartkach?

Miłego dnia:) Pa!

środa, 5 lipca 2017

Środa 5.07 czyli dzień jak co dzień:)

Witajcie:)
Dziś garść wydarzeń/rozmów z Mamelkowa i okolic:)

- Mamo, czy skrzypce, pianino i flet to jest muzyka ważna?
- POWAŻNA kochanie, poważna.

***
Jakiś czas temu przed wyjazdem do Londynu Maluchy wypytują.
- Mamo, czy w Londynie mieszkają księżniczki?
- Jedna na pewno - odpalam myśląc o Kate.
- Uuu, super - poziom ekscytacji u moich dzieci wyraźnie wzrósł.
Mamelek caluteńką drogę przespał (moja krew;) Martusia dzielnie zniosła podróż. Zatrzymujemy się na docelowym parkingu. Wysiadamy. Synuś ledwo widzi na oczy wychodzi na ulicę i od razu pyta:
- No, to gdzie są te księżniczki?!?!

***
Córeczka koleżanki zaczęła być mocno rozczeniowa. Ciągle tylko - "ja chcę, ja muszę, ja i ja".  Jej mama delikatnie już poirytowana przeprowadziła z nią rozmowę na ten temat. Na koniec rzuca:
- Jeszcze raz usłyszę "JA", to będziesz miała karę!
Nie mija pół minuty córcia otwiera buźkę i pierwsze słowa, to oczywiście:
- Ja...
Zapadła sekundowa konsternacja i:
- "JA, uwielbiam Cię..." - zaczyna śpiewać (nieco zmodyfikowaną wersję zespołu "Weekend" - "Ona tańczy dla mnie";)

***
Mamelek od września zaczyna szkołę!!! Istne szaleństwo!!! Gdy tylko przyszło potwierdzenie, że dostał się do (jedynie słusznej;) wymarzonej szkoły trybiki maszyny ruszyły. Wpisałam wszystkie ważne daty w wielki ścienny kalendarz (drzwi otwarte, wizyta domowa, pierwsze zebranie itp.)
Wczoraj właśnie byliśmy na drzwiach otwartych, gdzie synuś leciał jak na skrzydłach a dziś miała być wizyta domowa. Wczoraj sprzątanie dziś ostatnie poprawki;) Mamelek od rana co chwilę strofowany - "zostaw te poduszki, nie krusz, zostaw ten koc, posprzątaj po sobie kredki" itd. Rygor jak nic:) Czekamy i czekamy, bo w papierach nie ma konkretnej godziny, tylko że rano. Co chwilę zerkam w okno. Gdy szłam wywiesić pranie do ogrodu przykleiłam nawet karteczkę z informacją gdzie jestem oraz moim numerem telefonu i prośbą by do mnie zadzwonić. Godzina płynie za godziną. W wielkim stresie niczym przyczajony zając pod miedzą robię obiad gotowa w każdym momencie go rzucić jak panie przyjdą. Mija południe i stres sięga zenitu, bo NAJPÓŹNIEJ dwadzieścia po musimy wyjść, by zdążyć do przedszkola. Na szybko układam plan awaryjny w głowie. Nie pójdziemy dziś do przedszkola, przed moim wyjściem do pracy obudzę MęŻa i niech on przejmie czuwanie.
I nagle...
Olśnienie...
Zaczynam szukać listu ze szkoły z informacją o tej wizycie domowej. Znajduję. Jest.
A tam - wielkimi literami - 5 (a i owszem tak jak dziś) tyle, że wrzesień!!!

Kurtyna!

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Exploding box w hurtowych ilościach;)

Witajcie:)

Dziś chcecie czy nie chcecie zaleję Was pudełkowymi fotkami;) Narobiło znów się ich trochę, więc dołączam "ku pamięci":))

Pierwszy exploding box dla pewnej małej panienki. A na dodatek i dla jej rodziców.


Ostatni w tym roku z kategorii "Pierwsza Komunia Święta".


Pudełeczko z podziękowaniem. Pierwszy raz użyłam szydełkowych kwiatków, które dzielnie dzierga dla mnie Moja Kochana Mamcia:)))
(Dziękuję Ci jeszcze raz!!!!)


I ostatni exploding box również z podziękowaniem. Wszędzie jak widać muszą być motyle;))) I coś mnie wzięło przy produkcji na fiolety.


***
A na koniec, żeby nie było, że tylko pudełka i pudełka, to mam dla Was kolaż z "Wesołego Dnia Dziecka w Laxton Hall", na którym byliśmy w tę sobotę. Impreza znana od lat a dopiero teraz udało nam się na nią dotrzeć (i to tylko dzięki uprzejmości mojej koleżanki, która wpakowała nas w swoje auto i przywiozła - K. - Dziękujemy!!!).
Informacje o całej imprezie TU.


Powiem Wam, że impreza z serii "fiu, fiu". Pełen rozmach! O samym Laxton Hall już kiedyś pisałam TU. Przepiękne miejsce. Morze zieleni.
W sobotę przywitały nas dzikie tłumy, afrykańskie upały i świetna zabawa. Dużo atrakcji dla małych i dużych. Jedynym minusem była niemożność rozpalenia grilla, o której organizatorzy zapomnieli wspomnieć;) Polacy jak to Polacy - każdy przyjechał z własną kiełbachą i grillem. Miał być przecież piknik pełną gębą ;) Ale i tak było super! ostatecznie dzień zakończył się spontanicznym grillem u znajomych w ogródku;)

Ps. A jak Wam minął weekend?
Pozdrawiam i miłego tygodnia życzę Wam i sobie;))) Pa:)


środa, 7 czerwca 2017

Rozmiar ma znaczenie:)

Witajcie:)
Dziś będzie długo i z dużą ilością zdjęć.
Dwa lata temu, gdy wybieraliśmy się na Majorkę miałam dylemat jak spakować się TYLKO w podręczny bagaż. Pisałam o tym TU. Wówczas podręczny 10 kilowy bagaż wydawał mi się żartem urlopowym:) A okazało się, że od tamtego czasu wszędzie śmigamy tylko z podręcznym i jest luz!

Pierwsza fotka z Bułgarii i wyjaśnienie czemu znów piszę o bagażach;))


Uwierzcie mi na słowo, że dziesięć kilo na głowę, to naprawdę sporo:) I z tym bagażowym luzem śmiało zabrałam się za wybór wakacji. Padło na Bułgarię, bo ciągnęło nas w tamtym kierunku mocno. Wiele dobrego słyszeliśmy, nie byliśmy wcześniej, więc trzeba było to sprawdzić. Znalazłam hotel, przelot i transfer na lotnisko. Wszystko pięknie. MąŻ zajął się resztą. Już w myślach cieszyłam się na wyjazd gdy pewnego dnia MąŻ tak delikatnie do mnie zagaił, że tym razem mamy - uwaga, uwaga - 6 kilowy bagaż!!! No i cały misterny plan w ... (jakby to powiedział Siara;). Okazało się, że linie lotnicze, które oferowały najtańsze bilety na nasz przelot (Thomas Cook Airlines) - zapewniają tylko tyci bagaż podręczny (bez dodatkowych torebek czy plecaczków jak to obecnie ma Ryanair!) To się nazywa strzał w kolano, bo przecież sama to wyszukałam!!!

Tak - mój Drogi Czytelniku - rozmiar ma znaczenie:))) No, ale nie byłabym sobą, gdybym nie wzięła tego na wesoło. Suma summarum - spakowałam siebie i dzieci tak, że na lotnisku okazało się, że spokojnie mogłabym coś tam dołożyć:))) A zabrałam nawet podręczne żelazko!!!
Tylko MęŻa torba miała ponad 7 kilo - ale on pakował się sam:))

A teraz - czas już na resztę fotek. Najpierw pokażę Wam Nessebar, który mnie totalnie zauroczył. Nic dziwnego, że jest wpisany na listę UNESCO! Jest zabytkiem zarówno archeologicznym jak i architektonicznym. Perełka!!!




Skusiłam się i weszłam do jednego z zabytkowych kościółków (Church of the Holy Saviour z 1609 roku). Maleńka świątynia, w której nie było praktycznie nic poza zachwycającymi malowidłami ściennymi przedstawiającymi żywot Jezusa. Najbardziej zdumiał mnie fakt, że te XVII wieczne cuda przetrwały mimo, że turyści robili tam tonę zdjęć i dotykali je!


W sumie byłam w Nessebar trzy razy i za każdym razem odnalazłam coś nowego w zależności jaką drogę wybrałam. Między innymi - te oto zdjęcia, które przedstawiają dawne miasto i dzisiejszy jego wygląd.



Praktycznie na każdym kroku w Nessebar natykałam się na takie nekrologi. Jak dla mnie ciekawy zwyczaj. Umieszczano je głownie na drzwiach domów, na drzewach i płotach. Dodam, że nie zdejmowano ich zaraz po ogłoszeniu śmierci danej osoby tylko wisiały tam bardzo długo. Takie swoiste pożegnanie się z bliskimi.


A to już nasze Sunny Beach, w którym mieliśmy hotel.


Typowo turystyczna miejscowość, gdzie piękne hotele i apartamenty przeplatały się ze starymi pamiętającymi lepsze czasy budynkami;))


I jeszcze tekst Mamelka jak zobaczył tę karetkę - "Mamo, czy tu jest szpital dla WONSZÓW"? Przez chwilę zdębiałam a dopiero później dotarło do mnie, że synuś zobaczył symbol medycyny czyli Laskę Eskulapa:)))


W Bułgarii bez problemu dogadacie się po polsku i rosyjsku (czasami nawet prędzej niż po angielsku;)

Pogodę mieliśmy różną - jak na złość - bo w UK były akurat wielkie niespodziewane upały!!! Takie życie;) Jak lubicie mocne słońce, to lepiej wybrać inny miesiąc na wycieczkę do Bułgarii:))

To tyle na dziś. Miłego dnia:) Pa:)

sobota, 20 maja 2017

Spostrzegawczość poziom miszczu;)

Witajcie:)
Powstały dwa kolejne pudełeczka, więc pokazuję:)

Pierwszą okazją by powstał exploding box były narodziny trzeciej córeczki mojej koleżanki. Trzeba było uczcić to wydarzenie!


A tak wyglądają pudełeczka, gdy trafiają do obdarowanych.


A to dla synka naszych znajomych, który jutro uroczyście przystąpi do Pierwszej Komunii Świętej.


I jak widać - elementy takie same jak w poprzednich kartkach komunijnych a i tak każda jest inna:)) Tak jak lubię.

***
Ból uszu Mamelka wygnał nas do tutejszego GP czyli lekarza pierwszego kontaktu. Nawet nam się udało, bo trafiliśmy akurat na jednego z trzech lekarzy, który zna się na swojej pracy;))

Gdy przyszła nasza kolej weszliśmy do gabinetu. Marcelek siedział na wprost doktora a ja zaraz obok niego. Lekarz miał fajne podejście do mojego małego pacjenta. Niezbędne badania przeprowadził bardzo sprawnie. Po osłuchaniu okazało się, że oskrzela są czyste a uszy tylko lekko zaróżowione w środku co oznacza, że na szczęście nie jest to zapalenie. Pan doktor zaczął tłumaczyć jak mam dalej postępować, by ulżyć w cierpieniach synkowi. Cały czas siedział blisko Mamelka. W pewnym momencie mój synek nagle wyciągnął rękę w kierunku lekko rozchylonych nóg doktora. W ułamku sekundy zrobiłam się czerwona jak burak sądząc, że Mamelek chce dotknąć doktora tam, gdzie go dotykać nie powinien. Lekarz zdębiał. Czekałam w napięciu co się stanie!?!?! A mój synuś - jak gdyby nigdy nic, z kamienną twarzą - wyciągnął spomiędzy nóg doktorka dość spory okruszek ciastka i podał mu go na rączce:)))) Porządek musi być, ot co;)

Szach, mat. Trafiony zatopiony;))
***

Miłego dnia:) Pa:)

piątek, 12 maja 2017

Bardzo krótkie historie:)

Witajcie:)
Uwielbiam wszelkie zabawy słowne. Żąglowanie słowami i podwójne znaczenia. Wyrazy mogą mieć ogromną moc, wystarczy je tylko odpowiednio ustawić. Stworzyć pewną całość niczym obrazek z puzzli:)


W internecie trafiłam na ciekawy artykuł TU.  Wymyślanie historii przy użyciu tylko SZEŚCIU SŁÓW.


Moja mogłaby być taka:

"Zostałam podwójną mamą. Życie z turbodoładowaniem."
"Codziennie jeżdżę rowerem. Darmowa porcja ruchu."
"Tysiące pytań. Tysiące odpowiedzi. Zawód - MAMA."

Mogą też być w formie motta na każdy dzień:

"Wiele zależy od Ciebie. Przyjmij to."
"Dziękuj za wszystko. Dobro się mnoży."
"Wspominaj dobre chwile. Te złe - zapominaj!"

Można też z innej beczki:
"Dziś wszystko mnie wkurza. Ratunku. Pomocy!"
"Znów pada. Znów zimno. Gdzie WIOSNA?!"

Zadanie na dziś. Znaleźć chwilkę i napisać swoją historyjkę.
Ciekawa jestem co napiszecie:)

Miłego dnia:) Pa:)

"Podsumuj swój dzień. Tylko sześć słów."


piątek, 5 maja 2017

Karteczka pudełeczko czyli exploding box:)

Witajcie:)
Ostatnio moje ręce i myśli zaprzątają karteczki a dokładnie PUDEŁECZKA :)

Maj jak wiadomo to czas Pierwszych Komunii Świętych. Z tej okazji powstały dwa exploding boxy.
Kolory w rzeczywistości mniej niebieskie. Światło na zdjęciach jak widać żyje własnym życiem;)

Pierwszy z kokardką, gdyż zostaną tam dołączone pieniądze. Utrzymany w tonacji szaro-niebieskiej. Elementy umieszczone na kostkach dystansowych dają efekt trójwymiarowości. Całość zamykana ozdobnym wieczkiem.



Drugie pudełeczko niebiesko-żółte wykonane taką samą techniką.


Maj to też święto MAM. Koleżanka wyjeżdża do PL i będzie miała okazję widzieć się ze swoją rodzicielką. Z tej okazji - dla mamy lubiącej czerwony kolor powstało pudełeczko w takim właśnie kolorze:)

Tło na wszystkich trzech fotkach to samo, ale światło dzienne. Widać od razu ogromną różnicę.
Na karteczce zagościły koraliki, ozdobne kwiaty i kartka z kalendarza.


Mam nadzieję, że pudełeczka spodobają się obdarowanym.

Ściskam Was mocno:) Wyszło słonko - jest moc!
Miłego dnia! Pa:)


czwartek, 27 kwietnia 2017

Gdzie ta wiosna?!?!? Czyli Bydgoszcz część II :)

Witajcie:)
Zgodnie z zapowiedzią druga część naszego urlopu w PL:)

***
Nie wszyscy wiedzą, że w Bydgoszczy jest jedyne na świecie Muzeum Mydła i Historii Brudu. W końcu udało mi się tam trafić.

W ramach biletu - zwiedziłam maleńkie muzeum i uczestniczyłam w warsztatach robienia mydła:) Po wysłuchaniu wszystkich "brudnych i mydlanych" ciekawostek czekało już na mnie gotowe i zapakowane dzieło:)



***
Leśny Park Kultury i Wypoczynku Myślęcinek w Bydgoszczy od trzech lat zachęca zwiedzających kolejną atrakcją czyli pawilonem TERRARIUM i AKWARIUM.

Można tam obejrzeć niesamowite płazy, gady, motyle i ryby. Krokodyl na poniższym zdjęciu leżał tak bez najmniejszego drgnięcia aż myślałam, że to atrapa;)))


Najbardziej podobały mi się małe kolorowe egzotyczne żabki:) Cudne!

Z pawilonu (w ramach tego samego biletu) bezpośrednio można przejść do ogrodu zoologicznego. Mimo, że widać już w nim upływ czasu (mój równolatek:*) to mam do niego ogromny sentyment. Zwierzęta ładne, zadbane tylko niektórym klatkom przydało by się malowanie;))

Mimo mocno średniej pogody Maluchy miały tam wielką frajdę a o to w tym wszystkim przecież chodzi:)


***
Po drodze do ZOO mijaliśmy domek do góry nogami. Sezon turystyczny jeszcze nie rozpoczęty, więc tam nie weszliśmy:)


***
Lubię tę moją Bydgoszcz i cieszy mnie jak ona z roku na rok robi się coraz bardziej atrakcyjna. Serdecznie Was do niej zapraszam!!! Na pewno każdy znajdzie tu coś dla siebie:)

Udało mi się znaleźć blog TU, gdzie można poczytać o historii mojego rodzinnego miasta o jego gwarze i legendach. Jak ktoś lubi takie klimaty, to warto zajrzeć.

Miłego dnia:) Pa:)
ps. A Wy jak - związani Jesteście ze swoim miejscem rodzinnym? Co można tam fajnego zwiedzić/zobaczyć? Napiszcie, chętnie o tym poczytam:)


niedziela, 23 kwietnia 2017

Bydgoszcz część I :)

Witajcie:)
Dwa tygodnie w PL. Dwa tygodnie zimna:) Tak nas przywitała ojczyzna. A tu, w UK wiosna pełną gębą. To się nazywa IRONIA LOSU;)))

Dziś różne różności bez chronologii.

Wybraliśmy się do PAPUGARNI w Bydgoszczy. Podobno największej w Europie. Po wyjściu MąŻ stwierdził, że liczyli to zapewne z powierzchnią parkingu;)))



Ptaki niesamowite, choć całą PAPUGARNIĘ wyobrażałam sobie nieco inaczej. Sądziłam, że będziemy przedzierać się wśród dzikiej roślinności i w gąszczu traw;))) Papugi sprawiały wrażenie ciut wymęczonych i przejedzonych.

Wiedziałam, że ptaki są w stanie wyciągnąć kolczyki lub zerwać łańcuszki - przezornie nie zabrałam biżuterii. Ale w życiu nie wpadłabym na to, że te opierzone bestie będą mi się dobierały do mojej ulubionej bluzy z dżetami:))))

Przed wejściem pani w kasie instruowała nas, że gdyby papuga na nas usiadła a my nie życzylibyśmy sobie tego, to wystarczy kucnąć i energicznie wstać. Sprawdzone - nie działa:)))

***
Powstały także dwa wianki, które zdążyłam udziergać na kilka dni przed wylotem.



***
A co do dziergania...
Niejednokrotnie pisałam/mówiłam, że moim marzeniem jest nauka szydełkowania. Wszystko było gotowe - Moja Kochana Mamcia w roli nauczyciela, szydełka i piękne włóczki. I co? I nic!!!! Porażka na całej linii!!! Jestem "nienauczalna" w tej materii:)))
Przygarnęłam kwiatuszki, które wydziergała dla mnie Mamcia. Moich kwiatuszków brak:)

Tym bardziej pozdrawiam wszystkie wspaniałe blogerki i nieblogerki, które bezproblemowo władają szydełkiem;) SZACUNECZEK!!!!


***
Działo się dużo, więc informacje postanowiłam dawkować:))
Ściskam mocno.

Pa, pa:) Miłego dnia:)



sobota, 8 kwietnia 2017

WONSZ i wszystko jasne:)

Dzień dobry:)
Marcel - w przeciwieństwie do Siostry nie lubi się przebierać w stroje różnych postaci. Gdy w jego przedszkolu był Międzynarodowy Dzień Książki przebrałam go w gotowy strój policjanta. Nie wysilałam się, bo nie miałam też pewności czy synek zechce to założyć.

Stał już w gotowym stroju i mówi:
- Policjantem, yyy a ja wolałbym być WONSZEM!
- Wonszem będziesz za rok, teraz będziesz policjantem - odpaliłam.

***
Dlatego też, gdy koleżanka z pracy powiedziała nam, że w kolejnym half termie (czyli teraz) będzie u nas wystawa węży, to wiedziałam, że musimy na nią się wybrać:)

Do każdego węża czy innego zwierzaka podchodził z taką radością jakby się witał z kimś bliskim:))




Pająki na szczęście nie były do głaskania tylko do oglądania:)


Każdy dostępny wąż, lądował w małych rączkach a później na jego szyi. Zero lęku! Marta już z większą rezerwą podchodziła do tych zwierzątek.


Tym śliskim akcentem kończę mój dzisiejszy post:)
Miłego dnia:) Pa:)