niedziela, 23 lipca 2017

Jak zrobić magnes? DIY z puszki:)

Witajcie:)
Dziś mam dla Was maleńkie DIY.
Czyli jak zrobić magnes na lodówkę wykorzystując to, co większość z nas ma w domu:)


Co potrzebujemy?

  1. okrągłą górę bądź spód puszki (u mnie w tej roli puszka po tuńczyku:)
  2. kawałek materiału
  3. magnes 
  4. tekturka
  5. klej na gorąco
  6. ozdoby (czyli wszystko to, co pragniecie umieścić na wierzchniej stronie:)

Jak to robimy?

Otwieramy puszkę (mój otwieracz pozostawia brzegi gładkie, więc nie ma problemu). Okrągłe elementy zostawiamy. Zawartość puszki zużywamy do wyższych celów (u mnie to był obiad;)



Wycinamy kawałek materiału. Troszkę większy niż pokrywka puszki. Klejem na gorąco przytwierdzamy materiał mając na uwadze, by go dobrze naciągnąć. Pamiętajcie, że klej jest cholernie gorący;)



Następnie - by zakryć nierówności i stworzyć stabilny tył - przyklejamy tekturkę a na nią magnesy.



Odwracamy na drugą stronę i dekorujemy tak, jak nas fantazja poniesie;)


Ja użyłam kwiatków mojej Kochanej Mamci i wydruków. Magnesy były dodatkiem do podziękowań dla wspaniałych pań z przedszkola mojego Mamelka:)


Paniom prezent się spodobał. A co Wy o tym myślicie?

Miłego dnia moi mili. Pa:)

środa, 19 lipca 2017

Garść radości z Mamelkowa:)

Witajcie:)

Jak sam tytuł wskazuje - mam dziś dla Ciebie, Drogi Czytelniku - garść radości z Mamelkowa!


Koleżanka/mama jednego ucznia z klasy Martusi mówiła mi, że jej synuś jest bardzo zakochany w Martusi. Do szaleństwa;) Podbiera jej biżuterię i zbiera ją do specjalnej szkatułki, by móc to później dać mojej córci. Kiedyś kupiła piękne sukienki dla trzyletnich córek swoich koleżanek. Ivo zobaczył te sukienki i mówi - "Mamo, dlaczego kupiłaś takie małe?!?! Przecież Marta jest duża i się w nie nie zmieści a one są takie piękne!" Uśmiechnęłam się. Przyszłam z pracy i zaczynam temat.
- Martusia, wiesz, że się podobasz Ivo.
Córcia jest zawstydzona. Pytam co się stało czy go lubi.
Cisza.
- Jest pewien problem, Mamusiu...
- Jaki? - pytam lekko zaskoczona.
- Ivo chce mieć dzidziusia a ja jeszcze nie jestem gotowa!

***
Do córci przyszła Wróżka Zębuszka. Radość wielka!!! Martusia sama wyrwała ząbek. Z namaszczeniem włożyłam ząbek do różowego woreczka a Mamelek umieścił go pod poduszką. Rano ku wielkiej uciesze - Zębuszkowa zostawiła dwie jedno funtowe monety. Ekscytacja wielka. Zaspany synuś schodzi do mnie do kuchni i mówi:
- Mamo, Wróżka Zębuszka przyniosła dwie monety! Wiem co możemy za to kupić?!?!
- ???
- Czekoladę i dżem!

***
Na czas wakacji nasz chórek kościelny ma wolne a co za tym idzie MąŻ siedzi z nami w ławce. Maluchy nie są do tego stanu rzeczy przyzwyczajone. Ja nie ukrywam im ciut pobłażam (ale tylko w ramach przyzwoitości i by móc coś w końcu zrozumieć z Mszy Świętej). Tata jest bardziej zasadniczy w tej kwestii. Marcela zaczyna już nosić i rozsadza go energia. Zaczyna mi wąchać łokieć. I w pewnym momencie pyta:
- Mogę Ci posłuchać żaby w brzuszku? - to taka nasza zabawa, którą i ja za dziecka praktykowałam. Przykładałam mojej Mamci głowę do brzucha i nasłuchiwałam. Każdy dźwięk to był dla mnie odgłos "żabek".
- Nie, nie teraz.
- A mogę Ci posłuchać CYCKI?

(Pan siedzący obok mnie złożył się w pół;)

***

To tyle na dziś:) Miłego dnia:)

czwartek, 13 lipca 2017

Karuzela / exploding hexagon carousel box:)

Witajcie:))
Wczoraj skończyłam mój ostatni większy projekt. Ufff. Został zatwierdzony i skończony, więc mogę Wam go pokazać:) Gotowi?!?!
Oto karuzela vintage :) Duuuża. Mój standardowy exploding box ma około 7 centymetrów a ta karuzela ma 16 centymetrów!!! Ile ja się nagimnastykowałam, by narysować odpowiednich rozmiarów sześcian:)) Brak cyrkla odczułam dotkliwie;)


Na tę kartkę natknęłam się przeglądając stronkę kobieceinspiracje.pl. Kliknęłam na zdjęcie i mym oczom ukazała się piękna kartka-karuzela TU. Ziarenko zostało zasiane:) Początkowo chciałam zrobić sobie taką karuzelę vintage jako dekorację do szklanego klosza. Zmieniłam zdanie, gdy koleżanka zapragnęła kartki na ślub swojego brata.

***
Każdy koń jest inaczej pomalowany. Ręcznie. W ruch poszły niezawodne kredki ołówkowe BAMBINO oraz kolorowe lakiery do paznokci:)))


Kartka, którą zobaczyłam była dla mnie inspiracją. Kształt i zamysł ten sam, ale wykonanie całkiem różne. Środek kartki jest moim autorskim projektem.




Każde skrzydełko, to osobne życzenie płynące prosto z serca. Mam nadzieję, że Nowożeńcy się do nich zastosują;)


Wszystkie kwiaty robiłam sama. Kupiłam gotowe pręciki i jest moc;) Do zrobienia karuzeli użyłam naklejek, maciupeńkich gumowych motylków oraz drewnianych i tekturowych elementów.

To tyle na dziś:) Co sądzicie o takich kartkach?

Miłego dnia:) Pa!

środa, 5 lipca 2017

Środa 5.07 czyli dzień jak co dzień:)

Witajcie:)
Dziś garść wydarzeń/rozmów z Mamelkowa i okolic:)

- Mamo, czy skrzypce, pianino i flet to jest muzyka ważna?
- POWAŻNA kochanie, poważna.

***
Jakiś czas temu przed wyjazdem do Londynu Maluchy wypytują.
- Mamo, czy w Londynie mieszkają księżniczki?
- Jedna na pewno - odpalam myśląc o Kate.
- Uuu, super - poziom ekscytacji u moich dzieci wyraźnie wzrósł.
Mamelek caluteńką drogę przespał (moja krew;) Martusia dzielnie zniosła podróż. Zatrzymujemy się na docelowym parkingu. Wysiadamy. Synuś ledwo widzi na oczy wychodzi na ulicę i od razu pyta:
- No, to gdzie są te księżniczki?!?!

***
Córeczka koleżanki zaczęła być mocno rozczeniowa. Ciągle tylko - "ja chcę, ja muszę, ja i ja".  Jej mama delikatnie już poirytowana przeprowadziła z nią rozmowę na ten temat. Na koniec rzuca:
- Jeszcze raz usłyszę "JA", to będziesz miała karę!
Nie mija pół minuty córcia otwiera buźkę i pierwsze słowa, to oczywiście:
- Ja...
Zapadła sekundowa konsternacja i:
- "JA, uwielbiam Cię..." - zaczyna śpiewać (nieco zmodyfikowaną wersję zespołu "Weekend" - "Ona tańczy dla mnie";)

***
Mamelek od września zaczyna szkołę!!! Istne szaleństwo!!! Gdy tylko przyszło potwierdzenie, że dostał się do (jedynie słusznej;) wymarzonej szkoły trybiki maszyny ruszyły. Wpisałam wszystkie ważne daty w wielki ścienny kalendarz (drzwi otwarte, wizyta domowa, pierwsze zebranie itp.)
Wczoraj właśnie byliśmy na drzwiach otwartych, gdzie synuś leciał jak na skrzydłach a dziś miała być wizyta domowa. Wczoraj sprzątanie dziś ostatnie poprawki;) Mamelek od rana co chwilę strofowany - "zostaw te poduszki, nie krusz, zostaw ten koc, posprzątaj po sobie kredki" itd. Rygor jak nic:) Czekamy i czekamy, bo w papierach nie ma konkretnej godziny, tylko że rano. Co chwilę zerkam w okno. Gdy szłam wywiesić pranie do ogrodu przykleiłam nawet karteczkę z informacją gdzie jestem oraz moim numerem telefonu i prośbą by do mnie zadzwonić. Godzina płynie za godziną. W wielkim stresie niczym przyczajony zając pod miedzą robię obiad gotowa w każdym momencie go rzucić jak panie przyjdą. Mija południe i stres sięga zenitu, bo NAJPÓŹNIEJ dwadzieścia po musimy wyjść, by zdążyć do przedszkola. Na szybko układam plan awaryjny w głowie. Nie pójdziemy dziś do przedszkola, przed moim wyjściem do pracy obudzę MęŻa i niech on przejmie czuwanie.
I nagle...
Olśnienie...
Zaczynam szukać listu ze szkoły z informacją o tej wizycie domowej. Znajduję. Jest.
A tam - wielkimi literami - 5 (a i owszem tak jak dziś) tyle, że wrzesień!!!

Kurtyna!