środa, 18 października 2017

Domkowo a jakże;)

Witajcie:)
Nie żebym nic nie robiła - wręcz przeciwnie:) Dzieje się cały czas. Wszystkiego pokazać jednak nie mogę a przynajmniej jeszcze nie teraz! Ot, sekrety, sekrety;)

Ciocia Iza pomyślała, że do nowego pokoiku malutkiej Oleńki przydały by się drewniane domki;)) Przewodnie kolory w nowym królestwie to - szary, biały i blady róż. Od siebie dodałam złoty dach;)))


Każdy domek oprócz kształtów i kolorów różni się maleńkim dodatkiem. Biały - największy budynek dostał sękowy komin. Trafił mu się również różowy pasek (może jakieś bystre oko go wypatrzy; zapewniam - w realu jest bardziej widoczny:) Szary dach mieni się oczywiście złotem i srebrem. Na bogato - a co!


Szarutek z różowym dachem przywdział domkową ręcznie przyszywaną girlandę.


Różowy ma dzwoneczek by móc obwieszczać mieszkańcom, że listy przyszły;)))


***
Nie samymi domkami żyje człowiek;))  Nasza ogrodowa jabłoneczka owocowała w tym roku jak szalona!!! A ja pierwszy raz odkąd tu mieszkamy spożytkowałam jej dary. Do jedzenia bezpośredniego jak dla mnie nie koniecznie (Maluchy są innego zdania), ale do ciasta są idealne!!! Tu wykorzystałam jako nadzienie. Starte na dużych oczkach, smażone na maśle z cynamonem, cukrem waniliowym i rodzynkami. Pycha!


***
Mamelek po pierwszym tygodniu szkoły:
- Na PE (czyli po naszemu na WF - ie) dwie dziewczynki pokazały mi cycki, Alan pokazał tyłek a dwóch chłopców pokazało mi...
W tym momencie zatrzymał się by złapać oddech a w mojej głowie powstała straszna wizja;))
- ... pępki - dokończył synuś.

***
Miłego i spokojnego) Pa!

niedziela, 8 października 2017

"Nihil novi sub sole" :)

Witajcie:)
Jak widać już po tytule nic a nic się nie zmieniło;)) Czyli bez zaskoczenia - drewno nadal rządzi w Mamelkowie. Tym, co już im to bokiem wychodzi (niczym trociny ze starego misia) proponuję zajrzeć gdzieś indziej:)) A tym co mają jeszcze siły proponuję kolejne fotki. Tym razem w roli głównej - wieszaczek na klucze!

Wszystko absolutnie stare! Stare gwoździe i stare dechy - zgodnie z życzeniem :)) I miało być miejsce na sześć kluczy i jest. Tym razem zapamiętałam prawidłowo;))) I miało być pastelowo.


Bardzo lubię na domkach połączenie bladego różu ze złotem:))



W bonusie powstał domek-breloczek do kluczy:) Ten jest wyjątkowo polakierowany z racji swojego przeznaczenia. Obawiałam się, że bez lakieru długo by mógł nie pociągnąć;)))


A tu już rodzinka w komplecie:)))


Domkowy wirus rozprzestrzenia się w zastraszającym tempie! Niedługo okoliczni mieszkańcy staną przed życiowym dylematem - szczepić czy nie szczepić? Bo tylko tak będzie można uchronić się przed drewnianą inwazją;))) Hi,hi,hi:)))

Miłego!
Ps. Kolorowych snów;))) Niech się Wam las albo choćby mała deszczułka przyśni:))

wtorek, 3 października 2017

Drzewo, drewno, deska:)

Witajcie:)
Kolejna porcja drewnianego domostwa do pokazania. Trzecia kamienica - tym razem z butelkowo zielonym dachem dla P. do kolekcji:) A obok w wersji 3D w zamierzeniu wieszak na klucze tylko P. się uparła i nie chciała dostarczyć mi swoich upatrzonych haczyków;))) To będzie musiała je instalować sama. Dodam, że P. sama wymyśliła, że by chciała domek z takiego kształtu deski. Reszta wizji już moja;)


Każda strona oczywiście inna. Ściany są blado limonkowe. Musicie uwierzyć na słowo, bo na fotkach wychodzą jakby były białe;))


***
Powstały też domki z myślą o Reni TU. To taki mooocno spóźniony prezent urodzinowy. No nie wyrobiłam się na zakręcie;)))

Jeden domek oprócz standardowej suszarki dostał okrągłą klamkę i schody ewakuacyjne na wypadek pożaru. Drugi domek ma tradycyjną klamkę i antenę z zardzewiałych gwoździ:))


Sama podarowała mi takie cudo!!! Trafione idealnie w 100 %!!! Dziękuję pięknie!!! Porcelanowa micha-kubek, do wszelkiego rodzaju prac w kuchni i przeróżne przyprawy.


Gdy jej córcia zobaczyła domki, to okazało się, że też by takie chciała. Czyż może być lepszy komplement? Ciocia Gosia wyszła naprzeciw dziecięcym potrzebom i zmajstrowała takie domki.


To mój podręczny zestaw niemalże codziennego użytku;))) Nowa piła - i życie stało się prostsze;))))


To tyle na dziś. Miłego dnia moi mili. Pa:)




poniedziałek, 25 września 2017

Kamienica numer 4:)

Witajcie:)
Absolutnie zadomkowałam się na amen;)) Wchodzicie na bloga na własną odpowiedzialność, bo znów będzie o moich drewnianych poczynaniach;)
Nie tylko moje Mamelkowo się rozrasta! Powstała kolejna kamienica do innego drewnianego miasteczka;)))

Kolory wybrane i zaakceptowane przez P. :) Przy tym domku też nie używałam piły. Nie było takiej potrzeby, bo dach zgodnie z życzeniem miał pozostać taki naturalny. Otwarte drzwi na oścież to też dzieło matki natury. Pobawiłam się za to tylko trochę szlifierką by złagodzić krawędzie.

Tym razem powstała drewniana pomalowana na złoto tabliczka z numerem kamienicy (P. miała możliwość wyboru cyfry;))) oczywiście zawisła na zardzewiałym gwoździu. Tak samo umieściłam maleńki dzwoneczek by można mieszkańców poinformować o przybyciu gości;)))


Całość znów w większych rozmiarach niż domki z Mamelkowa;) Na zdjęciach tego raczej nie widać, ale kolor jest taki lekko cappuccino. Miał pasować do ogólnej kolorystyki pomieszczenia i do poprzedniego domku TU. Kształt okien też został zmieniony.


Zastosowałam tu przetarcia, odkrytą "starą cegłę" oraz maźnięcia złotym kolorem. Całość mam wrażenie, że do siebie pasuje. Kamienica trafiła już w ręce właścicielki i wiem, że jest zadowolona. A to mnie cieszy w tym wszystkim najbardziej:)))


To tyle na dziś, ale to nie koniec domkowej przygody;))) Bądźcie czujni. Jak zauważycie kogoś, kto idzie przez pół miasta ze starą dechą, to możecie mieć pewność, że to ja;)))

PS. Edycja tekstu - właśnie pisze do mnie P., że ona wybrała sobie 7 a ja zrobiłam 4!
Ale jestem zakręcona:)))
Czyli jak się okazuje wybór numeru domu był, ale ja go sama dokonałam - hi,hi. Idealny wykonawca. Mówisz i masz;)))
Miłego dnia! Pa:)

środa, 20 września 2017

Stary drewniany kościółek

Witajcie:)

Wójt Dolewski doskonale zdawał sobie sprawę, że dla innych był tu koniec świata a dla niego  - Mamelkowo było CAŁYM światem. Tak jak i inni mieszkańcy uwielbiał to miejsce i codziennie gratulował sobie w duchu pomysłu by przenieść się tu z ukochaną zaraz po ślubie.

***

Od kilku dni nie mógł sobie znaleźć miejsca. W niedzielę zaczynają się wielkie obchody "400 lecia  Mamelkowa". Wszystko przygotowane i zapięte niemalże na ostatni guzik... Niemalże... Obiecał proboszczowi, gdy ten jak co roku pomagał przy żniwach, że na pewno uroczystą mszę odprawią już w ICH kościele. I robił co mógł by tak się stało, ale prace wykopaliskowe zaczęły kuleć i bał się, że przez "miastową papierologię" pierwszy raz złamie dane słowo... A każdy przecież wiedział, że jak Dolewski da słowo, to świętość!


***

Że też kościelny musiał kopać akurat w tym roku koło tej starej gruszy, która jako jedyna ostała się z dawnego sadu. Są przecież jeszcze jabłonie i śliwy a on właśnie wybrał sobie TO drzewo. Co go też podkusiło?!? Niech to szlag - zaklął szpetnie Dolewski pod nosem. Ale z drugiej strony, to odkrycie sprawiło, że Mamelkowem zainteresowała się cała Polska! To własnie tu - odnaleziono zrabowany i uznawany do tej pory za zaginiony srebrny kielich opactwa tynieckiego z drugiej połowy XV wieku!!! Wójt do dziś - gdy budzi się w nocy - musi się uszczypnąć w rękę by poczuć, że to nie sen. Tyle szukania, tyle kłopotów a on odnalazł się właśnie tutaj. Jakby nigdy nic przeleżał całą wojnę pod tym owocowym drzewem. Pan Józio - kościelny z dziada pradziada - stał się niemalże z dnia na dzień bohaterem narodowym. Sam zawstydzony taką niespodziewaną atencją prawie nie wychodzi teraz z domu. No i też martwi się tak jak i Dolewski czy uda im się wygrać z czasem...

***

Wszystko zaczęło się pod koniec marca gdy kościelny zaczął wiosenne porządki. Zamarzyło mu się wykonać specjalny drenaż, by ocalić tych kilka staruteńkich drzew. Po ulewach wiecznie pozostawały długo utrzymujące się kałuże i drzewa zaczynały marnieć w oczach. Wiedział, że nie tylko proboszcz Pszczółka lubił zadumać się na ławeczce w starym sadzie. Drzewa dawały także schronienie zwierzętom, które nieustannie przygarniała siwiuteńka pani Jadwiga - gosposia księdza. Zresztą wielu mieszkańców Mamelkowa uznawało już za rodzinną tradycję, by w niedzielę po mszy pospacerować po przykościelnych alejkach małego, ale niezwykle urokliwego ogrodu. A przez te sakramenckie kałuże zaczynało się robić coraz mniej przyjemnie... Ksiądz nie miał do tego głowy, bo oprócz kościelnych obowiązków zawsze znalazło się jakieś inne zajęcie. Aktualnie pomagał przy rozbudowie Domu Kultury.
Doktor Kowalik wraz z wójtem Dolewskim przy cotygodniowej sobotniej partyjce brydża wymyślili kolejną rzecz. Tym razem zdecydowali, że musi w Mamelkowie powstać miejsce, w którym młodzież po przyjściu ze szkoły będzie mogła rozwinąć swoje zainteresowania. Do tego idealnie nadawał się budynek istniejącego już Domu Kultury. Ma być mini sala widowiskowa, klub szachowy, koło lingwistyczne i klub młodego archeologa. Kto wie, może czterystuletnia ziemia Mamelkowa kryje więcej tajemnic?

***

W piątek tuż przed dziewiątą Dolewski odebrał długo wyczekiwany list polecony. Wstrzymał na chwilę oddech i poczuł, że po plecach spłynęła mu stróżka potu... Wszystko zależało od decyzji jednej osoby. Całe obchody "400 lecia Mamelkowa" stanęły pod znakiem zapytania. Nie było wiadomo czy pan Witold Skorupka - Wojewódzki Konserwator Zabytków - da zielone światło...
Przekopano chyba już każdy skrawek ziemi i obmacano wszystkie ściany w kościele. Swoją drogą na terenie należącym do parafii zrobili taki drenaż, którego by się sam pan Józio nie powstydził!
Zaginiony srebrny kielich opactwa tynieckiego był nie lada historycznym kąskiem, ale człowiek jak wiadomo chce zawsze więcej! A nóż widelec ktoś tu jeszcze coś podrzucił lata temu i czeka tylko na odnalezienie.

Drżącą dłonią zaczął łapczywie otwierać kopertę. Nie wytrzyma już ani minuty dłużej w tej niepewności. Szybko przebiegł oczami po obszernym tekście. Linijka po linijce starał się wyłuskać tę najważniejszą wiadomość. W końcu znalazł. O mało nie zemdlał z wrażenia, tym bardziej, że dzisiaj wyszedł z domu bez śniadania. Był cały przejęty, że nie dał rady nic wcisnąć. Wiedział, że dzisiaj ma być ostateczny termin decyzji.

Kilka mało znaczących liter zlały się w bardzo ważną treść.
Z - jak ziemia, którą miesiącami męczono z każdej strony; E - jak ewakuacja, wszystkich zwierząt, które przygarnęła pani Jadwiga; Z - jak zmęczenie, które dopadało wszystkich przez ten czas; W - jak wiadomość, na którą czekano tak długo; A - jak analizy, których robiono chyba setki, by sprawdzić czy skarb jest prawdziwy; L - jak losy całych obchodów, które stały pod znakiem zapytania; A - jak alarm, który wszczęto chyba w całym województwie, bo ta sprawa była priorytetowa; M - jak Mamelkowo, gdzie przeżył swoje najpiękniejsze lata i zaczęła się ta cała historia.

Zezwalam - najpiękniejsze słowa jakie mógł przeczytać.

Dolewskiemu do szczęścia nie potrzeba było nic więcej. Chwycił kurtkę, którą rano niedbale rzucił na krzesło i ruszył w stronę Domu Kultury. Chciał najpierw powiadomić proboszcza Pszczółkę, że zgodnie z planem obchody "400 lecia Mamelkowa" rozpoczną się uroczystą mszą w ICH kościele...

***
Powstał drewniany kościółek. Niemalże totalnie odwzorowany od KIRSTY ELSON poszukajcie TU.  (Albo wpiszcie w wyszukiwarkę - kirsty elson chapel). Cóż, nie mogłam się oprzeć!!!

Ale historia już całkowicie mojego autorstwa:)))
Miłego dnia! Pa:)




piątek, 15 września 2017

Nie bagno a wciąga;)))

Witajcie:)
Fascynacja nową zabawą nie zmalała a rzekłabym nawet przybrała na sile;)) Wszystko dlatego, że wpisując w Wujcia Google frazę "drewniane domki" moim oczom ukazało się to TU. A tym samym zyskałam nowego domkowego guru -  niezwykłą KIRSTY ELSON.

Przepadłam absolutnie i totalnie bez reszty!!! U mnie talent nie ten i nie mieszkam blisko plaży, która codziennie wyrzuca na brzeg swoje skarby. Nie mniej pod wrażeniem jej prac zmodyfikowałam nieco własne miasteczko i powstał kolejny domek. Tym razem w rozmiarze XXL:)

Panie i Panowie, na specjalne zamówienie z podziękowaniem dla niesamowitej P. (Osoby, która nie odmawia pomocy i bywa moją ostatnią - nomen omen - deską ratunku;)))

Zajrzyjmy najpierw przez dziurkę od klucza:) Pomysł mój - klamka ze starego gwoździa i ta dziurka;))


Nie bez znaczenia dla całości przeróbek jest fakt, że P. podarowała mi cały słoik przecudnie zardzewiałych gwoździ!!! No i zapas desek:))) Dziękuję!!! Deski też dostałam od D. i też dziękuję!!!!

A może jednak zacznę od początku;))) P. zamówiła sobie domek z tej oto długaśnej dechy a do tego praktycznie bez kolorów (czytaj - bez moich kolorów;))) Wytyczne były następujące - zero szarego koloru, dach brązowy, reszta biała z przetarciami i dużo okien - koniecznie z brązowymi framugami:)))


Lubię wyzwania, więc ochoczo wzięłam się do pracy. Kusiło mnie jak nie wiem, by maznąć coś kolorkiem (np. lupin), ale musiałam się powstrzymać:))) Tak oto postała stara kamienica do nowego/starego  miasteczka, które powstanie pod innym adresem.



Brązowe okna a co tam:))


I kolejny mój pomysł - mini suszarka na pranie pod oknem:)) Inspiracja wprost z życia. W PL przecież można znaleźć takie patenty na żywo;)) Ratują się tak Ci co nie mają ani ogrodu a ni balkonu. A gacie trzeba gdzieś suszyć;)))


Lojalnie uprzedzam - domkowe posty nadal się będą pojawiać:))

Miłego dnia! To już piątunio:))) Pa!

poniedziałek, 11 września 2017

Stara szkoła w Mamelkowie:)

Witajcie:)
Tak, tak, tak! Mieliście rację - powstał kolejny drewniany budynek:) Tym razem w moim maleńkim miasteczku pojawiła się staruteńka szkoła. Wójt gminy Mamelkowo był początkowo mocno urażony, że zapomniałam o tak ważnej sprawie jak edukacja młodzieży.
Nadrabiając zaległości - pojawiła się i ona - naznaczona zębem czasu i mocno zakorzeniona w lokalnej społeczności.
Panie i Panowie przed Wami - Szkoła Podstawowa im. Janusza Korczaka w Mamelkowie.


Spytasz Drogi Czytelniku skąd mam ten piękny stary kawałek drewna z naturalnymi żłobieniami? Otóż przywiozłam go sobie z naszej wyprawy do Walii:))) Zaraz koło domu który wynajmowaliśmy znalazłam zapomniany chyba przez wszystkich składzik starych desek i innych gratów. A tam istny skarb - brudna, lekko wilgotna z lokatorami w postaci rodziny robaków pancerników deska;) Pozbyłam się tychże i wystawiłam na słonko a później wybraliśmy się na Snowdon. Po powrocie drewienko już było idealne:)))

Żałuję tylko bardzo, że nie zabrałam jeszcze jednego kawałka... Był, tylko ciut większy!
Następnym razem biorę i się nie zastanawiam!!!


A poniżej tak, jak wyglądała z tej mało interesującej strony. Niestety z tej właśnie była już przycięta z góry tworząc od razu skośny dach. No, ale nie byłabym sobą, gdybym się tym nie zajęła;))) Tym razem cięcie piłą nie było "lekkie i przyjemne". Ciut się umęczyłam i napociłam, ale było warto. Zdecydowanie ta druga strona miała większy potencjał!


Patrząc na ten kawałek wiedziałam, że opcje są tylko dwie - albo stary szpital, albo stara szkoła. Wzięłam sobie jednak do serca słowa wójta i dzięki temu rozbrzmiał już pierwszy dzwonek;)))


Specjalnie dla Renki, której spodobał się mój zielony kącik:) Oto mój nowy nabytek ostryż żabieńcolistny (curcuma alismatifolia). Ciekawe czy się polubimy;))


Nie mogłam mu się oprzeć! Jest spory i kwiat ma delikatny, więc było ciut zachodu by go przetransportować ze sklepu.


A wracając do mojego drewnianego miasteczka. Pytam Mamelka wskazując na nowy budynek - co to jest? Synek od razu - SZKOŁA:)

I jak mój Drogi Czytelniku - podoba Ci się moja stara szkoła?

Miłego dnia, z uśmiechem od ucha do ucha:) Pa!